Zakłady odwykowe

Entuzjazm, z jakim odosabniano alkoholików w przytułkach i zakładach odwykowych, miał jednak trwać zaledwie kilka dziesięcioleci. Na początku XX wieku zaufanie władz i ich poparcie dla zinstytucjonalizowanego modelu leczenia alkoholizmu zniknęło po obu stronach Atlantyku. Trzymanie alkoholików pod kluczem okazało się zbyt kosztowne, zaś wkład wniesiony w rozwiązanie problemu pijaństwa był niewspółmierny do rzeczywistych jego rozmiarów. Przeto zaczęto postrzegać to jako podejście, które łączyło nieskuteczność z niedopuszczalnymi kosztami – był to z góry przegrany model. Ruch instytucjonalny był swego czasu przyczyną zaciekłych kampanii, lecz zgasł przez nikogo nie opłakiwany, zostawiając po sobie jedyny ślad w postaci budynków, które przeznaczono do innych celów, albo kilku sanatoriów lub prywatnych placówek odwykowych, które funkcjonowały na zasadach dobrowolności. Stosowne ustawodawstwo albo zniesiono, albo pozwolono, by pokrył je kurz. Powodów upadku zakładów było kilka. Placówki odwykowe i sanatoria nie potrafiły znaleźć wystarczającej liczby chętnych z klas średnich, którzy byliby gotowi zapisać się na roczny pobyt, zaczęły rozlegać się głosy sprzeciwu lekarzy, którzy byli krytycznie nastawieni do idei długiego odosobnienia. Zakłady zamknięte upadły, gdyż zaczęto je powszechnie postrzegać jako nieskuteczne, jako miejsca, w których borykano się ze znaczną liczbą uwięzionych chorych psychicznie czy też tak czy inaczej nieuleczalnych. I tak w 1907 roku T.N. Kelynack przytaczał następujące dane z corocznego raportu Kontrolera Jej Królewskiej Mości Zakładów Odwykowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *