Wojna na froncie powrotu do normalnego picia – na czym teraz stoimy?

Kwestię tę należy przedyskutować z dwóch różnych punktów widzenia. Po pierwsze, pojawia się pytanie: jaki kliniczny i naukowy konsensus wyłonił się z tego sporu. Czy w świetle zdobytej wiedzy należy mówić alkoholikom, że wedle nauki jest bezpieczne i rozsądne, by podejmowali próbę towarzyskiego picia? Co powinniśmy powiedzieć zdesperowanemu urzędnikowi, którego opisywał Gough? Po drugie, cóż więcej mówią nam dzieje tego sporu, pełne konfliktów i gwałtownej pasji, o naturze społecznych postaw wobec tej dwuznacznej i siejącej niesnaski cząsteczki alkoholowej? Pierwsze pytanie dotyczy nauki, drugie – areny działań; zajmijmy się nimi po kolei. Jeżeli chodzi o naukę, w ciągu lat, jakie upłynęły od 1962 roku, udoskonalono znacznie umiejętność zdefiniowania przedmiotu dyskusji. Było to istotne dla jakości i znaczenia argumentacji. Termin Daviesa „uzależniony od alkoholu” i sformułowanie Jellinka „alkoholik typu gamma” stosowane przez Sobellów zyskały akceptację w stosownym czasie, brakowało im jednak precyzji jako środkom służącym identyfikacji przypadków. Według dzisiejszych poglądów do definicji przypadku najlepiej podchodzić w ramach koncepcji zespołu uzależnienia (zob. rozdział piąty). Jak już podkreślaliśmy, wedle tej koncepcji stan uzależnienia nie oznacza „wszystko albo nic” (być uzależnionym albo nieuzależnionym), ale jest czymś, co można doświadczać w różnym i wymiernym stopniu (być bardziej lub mniej uzależnionym).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *