Teoria chorobowa

Pani Mann opisuje dalej znaczne dobrodziejstwa, które płynęłyby z przyjęcia teorii chorobowej: Stała się ona objawieniem dla tysięcy alkoholików, którzy desperacko szukali jakiejś przyczyny swego niewytłumaczalnego zachowania związanego z alkoholem; dla wielu z nich był to najważniejszy czynnik wiodący do ewentualnego wyzdrowienia z tej choroby. Koncepcja ta stała się leczniczym balsamem dla udręczonych serc żon i matek alkoholików oraz mężów alkoholiczek, którzy rozpaczliwie trwali samotnie w przeświadczeniu, że ich alkoholik nie był „złym człowiekiem” wedle powszechnej opinii, lecz było w nim „coś” szczególnie złego, co zmuszało go do destrukcyjnego nadużywania alkoholu. Wreszcie stała się ona konstruktywnym narzędziem w rękach zawiedzionych i sfrustrowanych tak zwanych pomocników – i profesjonalistów, i laików – których zawód czy też skłonność spowodowała, że zajęli się alkoholikami.
Styl, jakim się posługuje, brzmi w dużym stopniu jak retoryka dawnej rozprawy o trzeźwości – „ofiary”, „przepaść”, „leczniczy balsam”, „udręczone serca”. Ale jest to proza dwudziestowiecznej akty- wistki, która sądziła, że odkrycia Centrum w Yale przekłada na język podający do publicznej wiadomości fakty naukowe. Po II wojnie światowej ten sam przekaz o chorobie zaczął się pojawiać w Wielkiej Brytanii w kolejnych artykułach wraz z nieodwołalnie przyjętym amerykańskim dogmatem. Doktor Lincoln Williams, właściciel prywatnej kliniki i późniejszy pierwszy przewodniczący brytyjskiej Krajowej Rady ds. Alkoholizmu (NCA), oznajmił na początku swej rozprawy z 1960 roku pt. Tomorrow zvill be Sober [Jutro będzie trzeźwe], że „alkoholizm jest chorobą”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *