Skutek pijaństwa

Mam przed sobą list pastora ewangelickiego, który stracił swój kościół na skutek pijaństwa. Ostało się przy nim zaledwie kilku członków wspólnoty, którzy wybrali go na swego pastora, a nowe przedsięwzięcie zaczęli w prywatnej sali. Wielu uwierzyło w jego skruchę i poprawę. Nowy kościół pomyślnie się rozwijał. Pastor był sumienny i uczciwy. Szkółka niedzielna kwitła. Przyszłość rysowała się w różowych barwach. Stopniowo pastor zdobywał zaufanie ludzi z miasteczka, im więcej parafian deklarowało swoją przynależność. Trwało to rok albo dłużej. Pastor został wybrany do komitetu zajmującego się zorganizowaniem biblioteki przy szkółce niedzielnej, oddelegowano go do miasta w celu zgromadzenia rzeczonego księgozbioru, jako że pozostali dżentelmeni z komitetu całkowicie zawierzyli jego osądowi. Teraz cytuję z jego listu: „W ogóle nie ciągnęło mnie do alkoholu; pragnienie minęło. Byłem całkowicie wolny. Pojechałem do i wpadłem do kolegi ze szkolnej ławy, aby zasięgnąć informacji w sprawie najlepszej metody zdobycia potrzebnych mi książek, jako że miałem zapłacić za nie gotówką w wysokości 150 dolarów, które miałem przy sobie. Przyjaciel zaprosił mnie na kolację. Pił wino – dość umiarkowanie. Zaproponował mi kieliszek wina. Wcale tego nie pragnąłem. Pomyślałem jednak, że mógłbym napić się jednego, a być może także czując się nieco przewrażliwionym na myśl, iż mój kolega mógłby przypuszczać, że nie chcę się z nim napić, wypiłem jeden kieliszek, a potem następny. Nie mam pojęcia, jak wyszedłem z domu; cztery dni później obudziłem się z pijackiego snu, obdarty, w łachmanach, bez pieniędzy: pieniądze, które mi powierzono w zaufaniu, przepadły; jestem zrujnowany… Cóż mam zrobić? Dokąd pójść? Mam złamane serce”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *