Lata czterdzieste i odrodzenie się teorii chorobowej

W latach czterdziestych stała się rzecz zadziwiająca. Koncepcja choroby powróciła na scenę, tym razem jednak nie jako sporna albo cząstkowa definicja, lecz jako absolutny środek ciężkości tego, co uważano za niezrozumiałe w piciu. Tym razem zmieniła się frazeologia – do uzyskania statusu choroby nie kandydowało już „nałogowe picie” czy „pijaństwo”. Odwieczny problem notorycznego pijaństwa został teraz przemianowany na „alkoholizm”. Termin „alkoholizm” został wprowadzony do tej dziedziny w 1849 roku przez szwedzkiego lekarza Magnusa Hussa, choć jego rozumienie tego słowa miało niewiele wspólnego z dzisiejszym użyciem. Huss posługiwał się tym terminem dla opisania szeregu fizycznych powikłań, które mogą być następstwem nieumiarkowanego picia. Wedle nowej terminologii „alkoholizm” oznaczał natomiast zamęt w zachowaniu związanym z piciem alkoholu, a nie powikłania. Koncepcja alkoholizmu jako choroby szybko została podchwycona przez środowisko lekarskie, spopularyzowana i żarliwie szerzona w całym świecie przez amerykańskich lekarzy. Choroba alkoholizmu wyczerpywała problem, jakiekolwiek inne stanowisko było herezją, którą należało zdusić w zarodku. Zrodził się na pozór nowy ruch: z hasłem „alkoholizm jest chorobą” wypisanym na sztandarach, pod którymi wszyscy się gromadzili. Pod pewnym względem było to jednak po prostu odrodzenie starego ruchu: dziewiętnastowieczne słowo przyswojono jako nowy talizman, cierpiąc wyraźnie na historyczną amnezję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *