Być już chorym

Za tymi zmiennymi pozorami leczenia kryło się mroczne, wciąż obecne wewnętrzne przeświadczenie, że ci pijący, którzy nadużywają tego narkotyku, tak naprawdę w ogóle nie byli chorzy. Byli ludźmi, którzy zgrzeszyli i musieli ponieść karę, poddając się kuracji.
Drugim tematem, ściśle związanym z pierwszym, jest wątek idei, dotyczącej autonomii pacjenta i będącej przeciwieństwem narzucanej przez lekarza woli. Lekarze oświeceniowi opracowywali własne metody leczenia przy aktywnej współpracy ze strony pacjentów, natomiast lekarze w przytułkach chcieli zamykać swoich pacjentów i siłą zmusić ich do leczenia. Później pojawili się ci wszyscy entuzjaści narkotyków i innych kuracji, którzy narkotyzowali swoich pacjentów albo wykonywali na nich inne eksperymenty, traktując ich niemal jak obiekty nieożywione. Terapia w tej dziedzinie zboczyła ku próbom zmiany ludzkiego zachowania poprzez zastosowanie najsurowszego modelu leczenia – lekarz zajmował się biernie wszystko przyjmującym pacjentem albo w skrajnym przypadku – całkowicie zdezorientowanym. Trzecim i ostatnim wątkiem jest temat leczenia jako surowego i empirycznego nienaukowego podejścia, będącego przeciwieństwem zakorzenionego w racjonalności i proponowanego naukowego modelu natury problemu, który jest leczony. Rush i Trotter postrzegali pijaństwo jako nałóg, który należy rozumieć w ramach psychologicznych i teoretycznych, co było prawdziwym początkiem naukowego podejścia w medycynie. W niewielkim stopniu odwoływano się do nauki, by uzasadnić stosowanie łaźni tureckiej, apomorfiny, koloidowego złota, curćthylu dr Lecoąa, podskórnie wstrzykiwanego tlenu, a Shadel i Voegtlin swoją terapię awersyjną bezpośrednio wywiedli z teorii Pawłowa. Po większej części jednak w epoce omawianej w tym rozdziale lekarze zajmujący się leczeniem problemów alkoholowych byli skończonymi empirykami i wszystko mogło się zdarzyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *