Ale czy Mary się wypierała?

Sposób, w jaki rozpoczęliśmy dyskusję nad przypadkiem Mary M., dr W. uznałby prawdopodobnie za rezultat niedoinformowania i przynoszący szkodę. Można usłyszeć, jak mówi: utożsamiliśmy się za bardzo z tą atrakcyjną, pewną siebie kobietą z klasy średniej, daliśmy się złapać w pułapkę, przyjmując jej punkt widzenia i podzielając jej wyparcie. Jesteśmy w zmowie. Jedyne słuszne i prawdziwe podejście to program Dwunastu kroków. Biedny dr W. – być może oczerniliśmy go, może on wcale nie jest potomkiem tych przypadkowych dostawców doskonałych środków, opisanych w poprzednim rozdziale. Doktor W. wykazał zapewne przesadną wiarę w jedno tylko podejście, choć model „dwunastu kroków” może być środkiem pozwalającym dotrzeć do istoty leczenia, która była przedmiotem dyskusji. Doktor W. próbował wzmocnić motywację Mary M., określić jej cel i namówić ją na podjęcie terapii, a wtedy zespół terapeutów nauczyłby ją umiejętności zabezpieczania się przed nawrotem picia i pomógł postrzegać życie w kategoriach podróży. Być może ponowna sprawiedliwa ocena pozwoliłaby nam wyciągnąć wniosek, że dr W. we wszystkim miał rację, Mary M. faktycznie się wypierała, była w swym uporze zacięta i obstawała przy czymś zupełnie innym. Gdybyśmy byli na miejscu jej przyjaciół, czy naprawdę cieszylibyśmy się, widząc, jak się nadal sporadycznie upija? Wszelkie cierpienia wewnętrzne są prawdopodobnie nie do rozwiązania, mimo niezmiennej zewnętrznej pozłoty sukcesu. To nie wyzdrowienie, ale życie w głębokim wyparciu – powiedzieliby terapeuci dra W. Być może zakład leczenia zamkniętego dra W. stanowi odmianę azylu, gdzie grupy terapeutyczne zastąpiły golfa, a sesje analizowania „dwunastu kroków” są współczesnym wcieleniem spotkań modlitewnych. (Tylko łaźnie tureckie odeszły w przeszłość). Trzeba uczciwie przyznać, że argumentacja ta ma dwojaki charakter. W świetle najlepszej, choć wciąż niekompletnej próby zrozumienia tego, co jest skuteczne w terapeutycznym przedsięwzięciu, nieźle sobie radzimy, starając się lawirować między skrajnymi i przeciwstawnymi stanowiskami, w świetle których albo uznalibyśmy Mary za osobę mocno wypierającą się, albo dra W. za współczesnego terapeutę w sposób beznadziejny ulegającego dawnemu myśleniu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *